Błoto, kapeć i łzy – Rajd Polski 2016
W rajdach, jak w żadnym innym sporcie, sytuacja w ułamku sekundy może zmienić się o 180 stopni. Euforia triumfu zmienia się w gorycz porażki, droga zmienia się w rzekę, a piękne mazurskie niebo w urwanie chmury. Tak właśnie wyglądała jedna z najbardziej emocjonujących edycji Rajdu Polski.
Na końcu wygrywa Polo

W erze Volkswagena w WRC na kibiców nie czekało wiele niespodzianek. Scenariusz każdej rundy wydawał się być napisany, zanim rajdówki z Wolfsburga wjechały na rampę startową. Można było wtedy do woli parafrazować słowa Gary’ego Linekera, o tym, że podobnie jak w piłce nożnej, w rajdach zawsze na koniec wygrywają Niemcy.
Aczkolwiek co sezon zdarzały się pojedyncze rundy, na których Volkswageny traciły przychylność niebios. Jedną z nich był Rajd Polski. To jednak, bardziej niż siły wyższej, była zasługa FIA, które zmuszało najlepszych zawodników do otwierania trasy.
W mazurskich realiach, oznaczało to odkurzanie drogi z luźnego szutru i kamieni przez całą długość pierwszego etapu. Kibice mogli mieć więc nadzieję, że spowolnienie Sebastiena Ogiera i jego kolegów, przez jeden dzień rajdu, pozwoli, aby któraś z innych załóg rzuciła im wyzwanie.
Faktycznie, piątkowy etap polskiej rundy WRC zdawał się spełniać te oczekiwania. Po dwóch odcinkach specjalnych w pierwszej trójce znajdowało się tylko jedno Polo R WRC – należące do Andreasa Mikkelsena. Prowadził Paddon, drugi był Tanak.
Szczęście Hyundaia trwało jednak tylko przez jeden odcinek – tyle potrzebował Mikkelsen, do wskoczenia na pozycję lidera. Norweg nie mógł jednak pozwolić sobie na oddech. Jego rywale podzielili się dwoma pozostałymi odcinkami pierwszej pętli. Jego przewaga wynosiła zaledwie 2.6 sekundy.
Druga szansa

Popołudniowe odcinki były natomiast spektaklem jednego aktora – Otta Tanaka. Estończyk dał się pokonać rywalom tylko na jednej próbie drugiej pętli i kładł się spać na pozycji lidera. Wśród jego fanów, licznie zgromadzonych przy polskich odcinkach, panowała radość. Ale była także odrobina niepokoju.
A to dlatego, że od początku rywalizacji, nad Mazurami wisiały chmury. Co prawda nic jeszcze z nich nie spadło, ale przysłonięte niebo przypominało wszystkim, że sytuacja może zmienić się w ułamku sekundy.
Na pierwszym sobotnim odcinku niebo wciąż było przysłonięte. Temperatura przekraczała jednak 20 stopni, a szuter dalej był suchy, więc Tanak mógł kontynuować swój pokaz jazdy.
Jego łupem padły wszystkie trzy odcinki pierwszej pętli, a przewaga urosła do 16.5 sekundy. Estończyk, zjeżdżając do serwisu, miał deja vu. W identycznej sytuacji znalazł się przecież w poprzedniej edycji Rajdu Polski.
Wtedy prowadzenia nie udało się dowieźć do mety – zawiodły hamulce. Ott i tak ukończył zawody na trzeciej pozycji w generalce. Gdyby tak dobrze wyglądały jego wyniki w drugiej połowie sezonu, to Tanak, również 73. edycję naszego klasyka, rozpoczynałby w fabrycznej Fieście WRC.
Tak się jednak nie stało. Przez resztę 2015 roku, Estończyka częściej oglądaliśmy poza drogą, niż na podium. Malcolm Wilson wyciągnął odpowiednie wnioski i odesłał kierowcę do prywatnego zespołu chińskiego producenta opon – DMACK.
Taktyka szefa M-Sportu, choć surowa, okazała się być właściwa. Na banicji Tanak radził sobie znacznie lepiej. Choć mieszanka ogumienia z Azji nie dorównywała tej z linii Pirelli czy Michelin, to na Mazurach sprawdzała się zadziwiająco dobrze.
60 kilometrów i cztery odcinki później, przewaga Otta urosła do 21.3 sekundy, a on sam znajdował się u progu sensacyjnego zwycięstwa. Pierwszego w swojej karierze, pierwszego dla Estonii od dwunastu lat, pierwszego dla Forda od czterech i pierwszego dla prywaciarza od dwudziestu trzech. W Mikołajkach miała napisać się fantastyczna historia.
Sztylet w serce
Aczkolwiek w niedzielę wydarzyło się to, co najbardziej doświadczeni żeglarze przewidzieli już w piątek. Na mazurskie drogi lunął deszcz. Choć bardziej trafnym określeniem byłoby „urwanie chmury”.
Oesy spłynęły błotem, a w rajdzie rozpętało się pandemonium. Eric Camilli roztrzaskał swoją rajdówkę zaraz za metą lotną. Lefebvre wlókł się do serwisu, ciągnąc za sobą bezwładnie zwisające tylne zawieszenie Citroena. Tymczasem Tanak… dalej robił swoje.
Trudne warunki nie speszyły Otta, który utrzymywał swoją przewagę. Pierwszą pętlę przejechał bezbłędnie – teraz od upragnionej mety dzieliły go tylko dwa odcinki.
I to na pierwszym z nich pękły wszystkie estońskie serca.
Oes Baranowo, przejście z błota na betonową płytę. Na pokładzie Fiesty WRC Tanaka słychać było uderzenie, rajdówka podskoczyła w nienaturalny sposób. Wtedy nie wiedzieli jeszcze słuchacze audycji w Radiu Olsztyn. Być może nie wiedzieli nawet kibice zgromadzeni wokół drogi starego PGR-u.
Ale wiedział już Ott Tanak. Przebił oponę.
Zegar na mecie jest bezlitosny – wskazuje stratę ponad 40 sekund, co oznaczało spadek na drugą pozycję i koniec snów o zwycięstwie. W Estończyku o kamiennej twarzy coś pęka. Na mecie pojawiają się łzy. Dziennikarze starają się go pocieszać, przypominając, że wciąż może zgarnąć drugie miejsce.
„To nic. To jest dla mnie nic nie warte.” – mówi rozgoryczony Estończyk.
Andreas Mikkelsen nie okazywał radości przed finałowym odcinkiem. Norweg był jednak w rajdach wystarczająco długo, aby wiedzieć, że gdy rajdowi bogowie dają ci prowadzenie w końcówce rajdu, to nie kwestionuje się ich osądu.
Kierowca Volkswagena zrobił więc swoje, bezbłędnie przejeżdżając Power Stage i siegając po swoje drugie zwycięstwo w karierze. O ironio, drugie podarowane przez rywala na ostatnim etapie rywalizacji.
Na ramionach Ogiera

Dopiero Sebastienowi Ogierowi udało się pocieszyć Otta Tanaka. Mistrz Świata wziął Estończyka „na barana” po zakończeniu ostatniego odcinka, aby mógł on zebrać zasłużone owacje od kibiców. Do dzisiaj, dla dużej części rajdowej społeczności, Ott jest „moralnym zwycięzcą” tamtego Rajdu Polski.
Tanak na pierwsze zwycięstwo musiał czekać jeszcze rok. Nadeszło ono w Rajdzie Sardynii w 2017 roku, gdy Estończyk znów jeździł w M-Sporcie, u boku Sebastiena Ogiera.
Stare rajdowe porzekadło mówi, że „zwycięzcy są na mecie”. Niewiele przykładów obrazuje to lepiej niż właśnie 73. edycja Rajdu Polski. Rundę WRC można wygrać na wiele sposobów. Nie trzeba być liderem przez cały weekend. Wystarczy wskoczyć na tę pozycję na ostatnim oesie.