Bez WRC? Bez problemu! – Rajd Sardynii 2010
Dzisiaj WRC bez włoskiej rundy ciężko sobie wyobrazić. Zawody na Półwyspie Apenińskim przez lata stanowiły o prestiżu tego cyklu – najpierw Rajd Sanremo, obecnie jest to Rajd Sardynii. Był jednak taki moment, nie tak dawno temu, gdy zmagania na włoskiej wyspie znalazły się poza mistrzostwami Świata. Efektem była jedna z najbardziej dramatycznych edycji w historii tej imprezy – i nie potrzebne tam były rajdówki WRC. Przypomnijmy sobie emocjonujący Rajd Sardynii 2010:
O co chodziło z tym IRC?

Przenieśmy się do roku 2010. W radiu grają Shakira, Bruno Mars i Katty Perry, na boiskach Republiki Południowej Afryki rozgrywany jest piłkarski mundial (oczywiście bez naszych „Orłów”), a na rajdowych oesach królują auta S2000.
Były, co prawda, wolniejsze oraz mniejsze od WRC. Te deficyty nadrabiały jednak dźwiękiem wolnossących, 2-litrowych silników, oraz liczebnością. Najlepiej świadczyły o tym listy zgłoszeń do Intercontinental Rally Challenge czyli IRC.
Cykl stworzony przez stację Eurosport w 2006 roku szybko stał się poważnym rywalem dla WRC. Kibiców przyciągał rewolucyjny (jak na tamte czasy) format relacji telewizyjnych z rajdów i poszczególnych odcinków.
Dla producentów atrakcyjny był niski próg wejścia właśnie dzięki rzeczonym rajdówkom S2000, które tworzyły w IRC najsilniejszą kategorię. Dzięki temu po 4 latach w zawodach startowało aż pięć zespołów fabrycznych: Skoda, Peugeot, M-Sport, Proton i Ralliart (oni akurat w grupie N).
Popularność cyklu urosła do takich rozmiarów, że zaczął podbierać WRC nie tylko producentów, ale też rajdy. W 2010 roku kalendarz IRC otwierał Rajd Monte-Carlo, a oprócz niego znalazły się tam takie klasyki jak Rajd Argentyny, Rajd Wysp Kanaryjskich, Rajd Cypru i rzeczony Rajd Sardynii.
Znajome twarze

W tamtym sezonie IRC miało wszystko: bogaty kalendarz, mnogość zespołów i przede wszystkim: znane nazwiska. Patrząc na listę zgłoszeń do Rajdu Sardynii nie miałem pewności, czy czytam o klasie Super 2000 czy o WRC w 2017 roku.
Najcięższe działa na Molo Sanita w Cagliari wytoczyła Skoda. W Fabiach zasiedli Juho Hänninen, nieodżałowany Jan Kopecký i nadzieja brytyjskich rajdów – Guy Wilks. Ten tercet (w tej samej kolejności) był też pierwszą trójką w klasyfikacji punktowej przed włoską rundą. Eksperci nie mieli wątpliwości – ekipa z Mlady Boleslav była murowanym faworytem.
Jednak powodów do wstydu nie miał też Peugeot. Francuzi rzucili do boju broniącego tytułu Krisa Meeke’a i młodziutkiego Thierry’ego Neuvilla. Wisienką na torcie był jednak zaliczający gościnny występ Sébastien Ogier – świeżo po swoim pierwszym zwycięstwie w WRC podczas Rajdu Portugalii.
Grzebiąc dalej, w tamtej liście startowej odkryjemy więcej znajomych nazwisk. Honoru włoskich zawodników bronił doświadczony Paolo Andreucci. Ralliart posłał do boju Pera-Gunnara Anderssona, a M-Sport wystawił 21-letniego Andreasa Mikkelsena.
Z taką stawką Rajd Sardynii musiał być po prostu wielkim rajdowym świętem.
Sardyńska masakra ostrymi kamieniami

4 czerwca w Cagliari kibice czekali na rajdówki ustawieni na miejskim superoesie. Problem w tym, że się nie doczekali, bo odcinek został odwołany. Tym samym organizatorzy rzucili załogi na głęboką wodą, bo teraz rywalizację rozpoczynał teraz 28-kilometrowy oes Monte Grighine.
Nie trzeba było długo czekać, by najdłuższa próba rajdu zaczęła zbierać żniwo. Faworyt i fabryczny zawodnik Citroëna – Sebastien Ogier – przebił oponę już po 4 kilometrach. Parę minut później Francuzi znów się zatrzymali, tym razem na dobre. Awarii uległ silnik w ich Peugeocie.
Niewiele dalej zajechał Guy Wilks. Trzeci zawodnik w punktacji IRC zahaczył o kamień i zaliczył dachowanie przy dużej prędkości. Jego pilot, Phil Pugh, wyszedł z auta bez szwanku, ale mniej szczęścia miał Wilks. Jako, że zgłaszał ból w dolnej części pleców, został przetransportowany śmigłowcem do szpitala, gdzie odkryto pękniecie dwóch kręgów lędźwiowych.
Oprócz tej dwójki, pierwszy oes okazał się ostatnim także dla Andreasa Mikkelsena, który wypadł z drogi. Z kolei P.G Andersson w wyniku awarii stracił 4 minuty, a Burcu Çetinkaya urwała zawieszenie i zgubiła prawie 3 minuty do liderów.
Następny oes (chociaż o połowę krótszy) okazał się równie morderczy dla rajdówek, bo zawieszenie skrzywił Kopecký, a amortyzator, razem z kołem, zgubił Yazeed Al-Rajhi. W ten sposób, w zaledwie dwa odcinki specjalne, z 47 zgłoszonych załóg, ostały się jedynie 32.
Z masakry ocalał Kris Meeke, który szybko przejął inicjatywę, wygrywając OS4 i wykręcając trzeci czas na OS5. Dzięki temu, zjeżdżając do serwisu mógł się cieszyć 12-sekundową przewagą nad drugim Paolo Andreuccim. Jednak do końca etapu wciąż pozostawały prawie 24 kilometry oesowe i Włoch nie zamierzał ściągać nogi z gazu.
Tym bardziej, że późnym popołudniem rywalizacja przeniosła na słynne Monte Lerno z kultową hopą Micky’s Jump. Tu doświadczenie Andreucciego wzięło górę nad młodzieńczą szybkością Meeke’a. Włoch wygrał oba przejazdy kończące pierwszy etap i odwrócił sytuację w generalce. Teraz to on był liderem, z przewagą 7 sekund nad broniącym tytułu IRC Brytyjczykiem.
Jednak nie tylko ta dwójka liczyła się w walce o zwycięstwo. Zaledwie 4 sekundy za Meekiem był jadący w cieniu lider generalki – Juho Hanninen. Nieco więcej, bo 40 sekund, tracił do Andreucciego Jan Kopecky. Jednak jeśli oesy pierwszego etapu coś udowodniły to to, że żadna przewaga nie jest bezpieczna.
Gdzie dwóch się bije, tam Hänninen korzysta

W niedzielę kibice ostrzyli sobie zęby na dramatyczne starcie między pierwszą trójką rajdu. Już na pierwszym porannym oesie Andreucci stracił ponad 20 sekund, a na pierwsze miejsce wskoczył Meeke. Gdy odcinek później najszybszy był Hänninen, który został trzecim liderem w ciągu trzech odcinków – emocje sięgnęły zenitu.
Problem w tym, że ta walka zakończyła się, zanim miała okazję się rozkręcić. W jednej z partii OS10 pilot Meeka – Paul Nagle, źle podytkował opis. Z kabiny Peugeota 207 S2000 słychać było tylko „o sh*t!” Krisa, tarcie zblokowanych kół o kamienie i, finalnie, uderzenie w drzewo.
Hänninen, który jeszcze odcinek wcześniej mógł drżeć o swoją pozycję, teraz znalazł się w niezwykle komfortowej sytuacji. Na trzy odcinki przed końcem, miał 40 sekund przewagi nad drugim Andreuccim. W dodatku Włoch miał poważniejsze problemy, bo tylko 3,4 sekundy tracił do niego Kopecký.
Obrona na Górze Olia

Jako, że Juho Hänninen miał zwycięstwo w kieszeni, uwaga kibiców przeniosła się na pojedynek o drugie miejsce pomiędzy Andreuccim i Kopeckým. Mimo, że po pierwszym pętli wydawało się, że Paolo jest „na linach”, to stary włoski mistrz wygrał pierwszy popołudniowy oes i odskoczył na pięć sekund.
Kopecký skontratakował jednak ze zdwojoną mocą. Stracił tylko 0,1 sekundy do Hänninena na OS12, a różnica dzieląca go od Andreucciego spadła poniżej dwóch sekund. Areną decydującego starcia pomiędzy tymi zawodnikami, miała być 13-kilometrowa próba Monte Olia.
Czech był szybszy od Włocha na pierwszym przejeździe, a że lepszy czas wykręcił też na poprzedniej próbie, to inicjatywa była po jego stronie. Kierowca Skody rzucił się do ataku i pojechał aż o 3.5 sekundy szybciej od Hänninena. To był dobry wyznacznik tempa Kopeckýego i mógłby on cieszyć się już z drugiego miejsca.
Gdyby nie fakt, że Andreucci pojechał jeszcze o 0,8 sekundy szybciej. To była różnica zaledwie 0,06 sekundy na kilometrze, ale okazała się wystarczająca. Włoch, przed własną publicznością, w heroicznym wysiłku obronił drugie miejsce przed Janem Kopeckým.
Dramatyczny finał walki o drugi stopień podium przykrył trochę zwycięstwo Hänninen. Warto jednak pamiętać że Fin odniósł je w bardzo przekonującym stylu po niezwykle mądrej jeździe. Zwycięstwo w Rajdzie Sardynii pozwoliło mu zwiększyć przewagę w generalce do 9 punktów. Finalnie przyczyniło się też do tego, że Fin wygrał cały cykl Intercontinental Rally Challenge w tamtym sezonie.

Rajd Sardynii 2025 w Motowizji
Czy tegoroczna edycja w WRC, przyniesie nam równie dramatyczne obrazki? Możecie przekonać się o tym sami. Wszystkie oesy Rajdu Sardynii 20225 obejrzycie na żywo na antenie Motowizji. W dodatku, co miło mi podkreślić, z komentarzem moim, oraz pozostałych ekspertów, zawodników i czołowych postaci polskich rajdów. Do usłyszenia!