Alex Zanardi – legenda motorsportu, paralimpizmu oraz życia
Słowa takie jak „bohater”, „legenda”, „wzór” są rzucane często na wyrost. W tym przypadku są jednak adekwatne. 1 maja 2026 roku, w wieku 59 lat straciliśmy Alexa Zanardiego. Włoch w swoim życiu miał nie jedną, nie dwie, ale trzy kariery – w każdej z nich odnosił sukcesy, także pomimo niepełnosprawności i utraty obu nóg w wypadku na Lausitzringu w 2001 roku.
Świat motorsportu po raz pierwszy głośniej usłyszał o Alessandro Zanardim, kiedy ten pojawił się w Formule 1 na koniec sezonu 1991. Po wicemistrzowskie w debiutanckiej kampanii w F3000, Włoch został zatrudniony przez Eddiego Jordana. Jego kariera w F1 nie była imponująca – zaledwie jeden punkt w dwudziestu ośmiu wyścigach (zakwalifikował się do dwudziestu pięciu) w latach 1991-1994, w połączeniu z wypadkami, jak ten podczas treningu przed Grand Prix Belgii 1993, nie dały mu najlepszej opinii w padoku.
Ta opinia dotarła także do Stanów Zjednoczonych, gdzie Zanardi szukał miejsca w CART w 1995 roku. Mimo wątpliwości wielu zespołów, znalazł się jeden, który mu zaufał. Na dodatek – nie byle jaki. W 1996 roku Zanardi dołączył do Chip Ganassi Racing i bardzo szybko udowodnił niedowiarkom swoją wartość. Został Debiutantem Roku, zajął trzecie miejsce na koniec sezonu, wygrywając trzy wyścigi z szesnastu. Jedna z nich była tą najsłynniejszą.
Na ostatnim okrążeniu sezonu, Zanardi wyprzedził Bryana Hertę w słynnym „Korkociągu” toru Laguna Seca, wykorzystując pobocze. Włoch miał sporo szczęścia, ponieważ gdyby to było wcześniej, to prawdopodobnie dostałby karę przejazdu przez aleję serwisową za wyprzedzanie poza torem. Przepisy jednak nie pozwalały na taką karę na ostatnim okrążeniu. To mało znany fakt – wszyscy jednak fani amerykańskich wyścigów open wheel pamiętają „The Pass”.
Dwa kolejne sezony przebiegły jeszcze lepiej – Zanardi oba zakończył na pierwszej pozycji. Włoch w mgnieniu oka stał się ulubieńcem amerykańskich kibiców. Zawsze uśmiechnięty, waleczny, pozytywnie nastawiony do życia, niezwykle szybki, a także potrafiący ich zabawić. Zanardi zwycięstwa celebrował, kręcąc bączki na torze. Teraz to nic nadzwyczajnego, ale pod koniec lat ‘90 minionego wieku, był jednym z pierwszych, który to robił.
Sukcesy za oceanem sprawiły, że o Alexie przypomniano sobie w Formule 1. Williams miał już doświadczenie ze ściągnięciem mistrza amerykańskich wyścigów i zrobienia z niej gwiazdy F1 – tak było z Jacquesem Villeneuvem. Zanardi podpisał kontrakt na trzy lata startów, zaczynając w sezonie 1999. To była jednak jedna z słabszych kampanii ekipy Franka Williamsa w końcówce XX wieku. Włoch ani razu nie znalazł się w punktowanej szóstce i po raz drugi bezceremonialnie się z nim pożegnano.
Po raz drugi wrócił jednak do USA. Po roku przerwy, Zanardi ponownie pojawił się na starcie. Tym razem startował z Mo Nunn Racing, nie odnosił sukcesów, jak wcześniej, najlepszym wynikiem było czwarte miejsce na ulicach Toronto. Ekipa Mo Nunna, inżyniera wyścigowego, z którym Zanardi pracował w Chip Ganassi Racing, szykowała się do pierwszej wygranej we wrześniu 2001 roku, ale nie w Stanach.
CART próbowało znaleźć nowe rynki, czego efektem były wyścigi na dwóch europejskich owalach. Jednym z nich był niemiecki Lausitzring. Pierwszy wyścig został nazwany American Memorial – odbył się zaledwie 4 dni po zamachu terrorystycznym na World Trade Center w Nowym Jorku. Amerykańska stacja ESPN pokazała go po weekendzie, ale reszta świata oglądała na żywo jak Zanardi pędzi po pierwszą wygraną w nowym milenium. Na trzynaście okrążeń przed końcem, wyjeżdżając z alei serwisowej, Włoch stracił kontrolę nad swoim samochodem i wpadł pod pędzących rywali. Jeden z nich nie zdołał zareagować.
Zanardi wielokrotnie potem opowiadał, że z tego wyścigu nic nie pamiętał. Jego skutki towarzyszyły mu jednak do końca życia. To i tak był cud, że ono dalej się toczyło. Serce Zanardiego zatrzymało się siedem razy, był mocno wykrwawiony. Życie udało się uratować, ale obie nogi Włocha zostały amputowane.
Ciężko sobie wyobrazić nawet co każdy z nas by zrobił w takiej sytuacji. Zanardi się jednak nie poddał. Już na koniec 2001 roku pokazał się – po raz pierwszy publicznie – stojąc na dwóch protezach, które zresztą sam sobie budował na przestrzeni lat, na prezentacji nowego bolidu F1 Ferrari.
Kiedy CART, teraz znane jako Champ Car, powróciło na EuroSpeedway Lausitzring w maju 2003 roku, Zanardi “dokończył” swój wyścig sprzed dwóch lat. Wykonał trzynaście okrążeń, specjalnie przygotowanym bolidem, i to całkiem konkurencyjnym tempem.
Poza innymi testowymi przejazdami, Zanardi nie wrócił już do kokpitu samochodu open wheel. Zaczęła się jego nowa kariera – w samochodach turystycznych, a potem GT. Na koniec 2003 roku Włoch wystartował w domowej rundzie ETCC. Poszło mu na tyle dobrze, że zaliczył pełną kampanię w kolejnym sezonie. Był także częścią fabrycznego zespołu BMW w WTCC do 2009 roku, kiedy bawarska marka ograniczyła swój program, a następnie kompletnie go zamknęła. W mistrzostwach świata udało mu się wygrać trzy wyścigi.
Zanardi pozostawał aktywny także poza torem. Brał udział w maratonach czy zawodach triathlonowych. W 2014 roku ukończył mistrzostwa świata Ironman. Głównie startował rowerem ręcznym i to na parakolarstwie się skupiał. Celem było wzięcie udziału w Igrzyskach Paralimpijskich 2012 roku w Londynie. To się udało, i to z jakim wynikiem.
Zanardi zdobył dwa złote medale. Na dodatek parakolarze rywalizowali na… torze wyścigowym – Brands Hatch Circuit. Cztery lata później powtórzył to w Rio de Janeiro. Dwunastokrotnie zostawał mistrzem świata w tej dyscyplinie.
Kariera w wyścigach samochodowych się jeszcze nie skończyła. W 2014 roku zaczął startować w GT World Challenge Europe, w Sprint Cup. Jego najlepszy rezultat sezonu miał miejsce w wyścigu głównym – a jakże! – na Brands Hatch Circuit. Zanardi startował samotnie specjalnie przygotowanym BMW Z4 GT3. Rok później wziął udział w 24h Spa z dwójką pełnosprawnych kierowców – Timo Glockiem i Bruno Spenglerem. Kiedy wymieniali się kierowcy, to wymieniano także kierownicę – Włoch swojej protezy używał jedynie do hamowania.

Ostatnią wygraną odniósł w wyścigu Mistrzostw Włoch GT w swoim gościnnym starcie na torze Mugello w 2016 roku. Potem były kolejne okazjonalne starty – w DTM w 2018 roku, Rolex 24 at Daytona, a potem we wspólnym weekendzie pokazowym DTM i Super GT na Fuji Speedway. Drugi wyścig DTM w Misano był najbardziej pamiętny. Zanardi, w zmiennych warunkach pogodowych zajął piąte miejsce, a gdy go o tym poinformowano, Włoch myślał, że zespół po prostu żartuje.
Zanardi zniknął z życia publicznego w 2020 roku, kiedy biorąc udział w parakolarskim wyścigu charytatywnym we Włoszech stracił kontrolę i wpadł na jadącą z drugiej strony ciężarówkę. Ponownie musiał walczyć o życie. Ponownie – wygrał.
W sobotę rano, 2 maja 2026 roku, rodzina Zanardich wydała oświadczenie, że ukochany mąż i ojciec odszedł dzień wcześniej – nagle, ale w spokoju. Zostawił po sobie nie tylko wspomnienia, ale także przykład tego, że niezależnie od tego ile przecierpimy w życiu, ile przeszkód ono nam rzuci pod nogi, to można się podnieść. Można dalej odnosić sukcesy. Można dalej funkcjonować. Można dalej czerpać radość.
W trakcie swojego “drugiego”, tak to nazwijmy, życia, Zanardi wielokrotnie mówił o motywacji do życia jego pełnią. Że trzeba celebrować to, co się ma. Alex Zanardi to inspiracja nie tylko dla osób z niepełnosprawnościami, ale dla każdego. Jego historia na pewno trafi kiedyś na ekrany kin. Teraz pozostaje nam jedynie go wspominać i starać się czerpać z niego inspirację.

