5 powodów, dla których warto oglądać Rajd Paragwaju na żywo w Motowizji
Rajd Paragwaju to jedna z najnowszych rund w kalendarzu WRC. Choć w ten weekend światowa czołówka zawita do Encarnacion dopiero po raz drugi, to południowoamerykańska impreza zdążyła już podbić serca zawodników i kibiców. Oto pięć powodów, dla których warto śledzić zmagania w Paragwaju, na żywo w Motowizji.
Po dwóch zabójczo szybkich, szutrowych rundach na północy Europy, czas na południowoamerykańską część sezonu. Cykl WRC najpierw zawita do Paragwaju, a dwa tygodnie później przeniesie się do Chile. Z uwagi na strefy czasowe, śledzenie tych rajdów jest dla polskich kibiców nieco większym wyzwaniem. Dlaczego mimo to warto zarwać wieczór i zostać z nami podczas jedenastej rundy mistrzostw?
1. Wyjątkowa nawierzchnia

Zarówno baza rajdu w mieście Encarnacion, jak i same odcinki leżą zaledwie kilkadziesiąt kilometrów od granicy z Argentyną. Teoretycznie można więc było spodziewać się, że paragwajski szuter będzie przypominał ten z Villa Carlos Paz.
Nic bardziej mylnego. Jedną z najbardziej charakterystycznych cech jedenastej rundy WRC jest właśnie jej nawierzchnia. Załogi będą ścigać się na drogach pokrytych, zbitym, czerwonym szutrem, prowadzącym między drzewami i polami. Odcinki obfitują w długie proste i łagodne zakręty, jednak w ubiegłym roku średnie prędkości okazały się niższe, niż początkowo zakładano.
A to dlatego, że rdzawa gleba w okolicach Encarnacion jest twarda i sprawia wrażenie „wypolerowanej”. Josh McErlean wspominał, że w niektórych zakrętach widział… ślady gumy z opon – niczym na asfalcie. Dzieje się tak dlatego, że szutrowe opony nie są w stanie „wgryźć” się w podłoże, lecz zamiast tego ślizgają się po jego powierzchni.
To unikatowe wyzwanie zaskoczyło rok temu wiele załóg. Ty razem zawodnicy mogą jednak cieszyć się z tego, że odcinki nie będą już dla nich całkowitą niewiadomą. Warto jednak pamiętać, że choć w tegorocznym harmonogramie znalazły się zaledwie cztery nowe próby, wiele tras znanych z ubiegłego roku wzbogacono o nowe sekcje.
Rajd Paragwaju ponownie będzie więc dla załóg podróżą w dużej mierze w nieznane.
2. Zmienne warunki

Nawierzchnia staje się jeszcze mniej przyczepna, gdy pojawia się deszcz. Jeśli wierzyć relacjom kierowców, po paragwajskich odcinkach jeździ się wtedy jak po lodzie. Tamtejszy szuter po nasiąknięciu wodą zmienia się w śliską, niemal gliniastą nawierzchnię.
Podczas niedzielnego etapu ubiegłorocznej edycji wiele załóg przekonało się, jak zdradliwe potrafią być tutaj deszczowe warunki. Wystarczy jeden zbyt optymistycznie dobrany punkt hamowania i zawodnicy stają się jedynie pasażerami we własnej rajdówce.
Czy w tym roku opady ponownie pojawią się na finałowym etapie? Według wczesnych prognoz, jest to całkiem możliwe. Specyfiką południowoamerykańskich rajdów jest jednak zmienna i bardzo lokalna pogoda. Załogi mogą trafić na prawdziwe oberwanie chmury w jednej sekcji, by zaledwie kilka kilometrów dalej wrócić na całkowicie suchą nawierzchnię.
Pocieszające dla stawki WRC może być to, że rywalizacja przypada na przełom zimy i wiosny w Paragwaju. To właśnie ten czas w roku charakteryzuje się najniższą temperaturą i najmniej obfitymi opadami.
Jeśli jednak groźba deszczu będzie wisiała nad zawodnikami aż do ostatnich metrów finałowego odcinka, weekend w Encarnacion będzie przebiegał w atmosferze wyjątkowego napięcia.
3. Walka o tytuł

Do wymagającej nawierzchni i nieprzewidywalnej pogody, dodajmy jeszcze niezwykle ciekawą sytuację w tabeli – i mamy gotową receptę na pasjonującą rundę WRC.
Przed startem Rajdu Paragwaju, Elfyn Evans ma wszystko w swoich rękach. Walijczyk był w stanie zminimalizować straty w Finlandii i pomimo dachowania, skończył rajd na najniższym stopniu podium. Dzięki temu, do Encarnacion przyjedzie z 30-punktową przewagą w tabeli.
Do pierwszego mistrzostwa Elfynowi wciąż jednak daleko. Wszystko za sprawą niespodziewanego na kandydata do tytułu Samiego Pajari. Jego dwa zwycięstwa z rzędu, odniesione w Estonii i w Finlandii są oczywiście imponujące, ale jego wysoka pozycja w klasyfikacji to przede wszystkim efekt niezwykle równej jazdy młodego Fina.
Kierowca Toyoty tylko w trzech z dziesięciu dotychczasowych rund nie stał na podium. Co więcej zaledwie dwa razy finiszował w tym sezonie poza pierwszą piątką. Jeśli Pajari poprawi jeszcze swoje tempo w niedzielę – to właśnie ten element jest jego największym mankamentem, bowiem na ostatnich etapach zdobył zaledwie 13 punktów – walka o tytuł może ponownie rozstrzygnąć się do dopiero w ostatniej rundzie.
Nie można również skreślać Sebastiena Ogiera. Chociaż dziewięciokrotny Mistrz Świata niejednokrotnie udowadniał, że potrafi dokonywać rzeczy pozornie niemożliwych, to wypadek w Finlandii mocno skomplikował jego sytuację. Francuz zajmuje obecnie piąte miejsce w tabeli i traci do Evansa aż 62 punkty. To może być za duża strata, nawet dla Seba.
Mimo to Ogier zapowiedział, że jego celem jest zwycięstwo we wszystkich pozostałych rundach sezonu. Taka deklaracja w wykonaniu Mistrza wystarczy, aby wciąż traktować go poważnie jako kandydata do korony.
4. Przełamanie Hyundaia?

Złośliwi mogliby nazwać ten sezon „Rajdowymi Mistrzostwami Toyoty”. Trudno się dziwić, skoro pierwsze pięć pozycji w klasyfikacji generalnej okupują załogi japońskiego zespołu. Nie sposób jednak nie zauważyć, że w ostatnich rundach Hyundai wyraźnie poprawił swoje tempo.
Na szutrze i20 N zdaje się nie odstawać tak mocno od Yarisa GR. Thierry Neuville zajął drugie miejsce w Rajdzie Akropolu, a później Adrien Fourmaux zdobył trzecią pozycję w Rajdzie Estonii. Passa mogła trwać także w Finlandii, ale wszystkie trzy załogi Hyundaia popełniały błędy i miały sporego pecha.
Tak czy inaczej, koreańskie rajdówki pokazały swój potencjał na południowoamerykańskich szutrach już w ubiegłym sezonie. Najpierw Neuville wywalczył trzecie miejsce w Paragwaju, a następnie Fourmaux powtórzył ten wynik w Chile.
Sezon powoli zbliża się do końca, a wobec rosnącej niepewności co do Hyundaia w kontekście 2027 roku, każdy moment jest dobry na przełamanie. Kto wie? Może to być jedna z ostatnich okazji koreańskiej marki na odniesienie sukcesu w rajdach.
5. Mocna stawka WRC2

Rundy WRC2 poza Europą nie zawsze mogły pochwalić się obszerną listą startową. Tym bardziej cieszy fakt, że na rampie startowej Rajdu Paragwaju zobaczymy aż 25 załóg w autach Rally2.
Na czele listy startowej kategorii, znalazł się Robert Virves. Estończyk jest w tym sezonie na razie bezbłędny – wygrał wszystkie cztery swoje punktowane starty. W generalce ma 21 punktów przewagi nad drugim Roope Korhonenem.
Wizyta w Encarnacion będzie dla podopiecznego Otta Tanaka świetną okazją, by jeszcze bardziej odskoczyć „grupie pościgowej”. Najwyżej plasowanym rywalem Virvesa będzie w ten weekend… Alejandro Cachon. Hiszpan traci do lidera już 39 punktów i ma do wykorzystania jeden punktowany start mniej.
Rajd Paragwaju to też powrót fabrycznego zespołu Lancii. Ypsilony Rally2 ostatnio widzieliśmy w Rajdzie Akropolu… i był to występ, który nie będzie raczej w Turynie wspominany latami. O ile włoskie rajdówki fantastycznie spisują się na asfalcie, o tyle na szutrze wciąż zdają się odstawać od rywali. Nic więc dziwnego, że Rossel i Gryazin unikali startów na tej nawierzchni.
Teraz nie mają jednak wyboru. Do końca sezonu będziemy się ścigać już tylko po drogach, a 44 i 48 punktów straty, które mają odpowiednio Yohan i Nikolay, same się nie odrobią. Czy Lancia nawiąże do swojej historii i okaże się najszybsza w Ameryce Południowej?
Wszystko na żywo w Motowizji
Relację z każdego kilometra oesowego Rajdu Paragwaju będziecie mogli śledzić na żywo na antenie Motowizji. Transmisje obejmą wszystkie próby pierwszej południowoamerykańskiej rundy tego sezonu. Bądźcie z nami od ceremonii startu, aż po finał niedzielnego Power Stage!