5 powodów, dla których warto było oglądać na żywo Rajd Safari
Każda edycja Rajdu Safari dostarcza niesamowitych emocji, nawet oglądana przed telewizorem. Nasz komentator, Grzegorz Gac, poszedł o krok dalej. Osobiście wybrał się do Kenii, aby śledzić zmagania w trzeciej rundzie obecnego sezonu WRC. Oto jego wnioski:
Zazwyczaj, przed rajdem WRC publikujemy na stronie Motowizji artykuł pod tytułem „Dlaczego warto oglądać Rajd X”. W żadnym wypadku nie zamierzamy odchodzić od tego rytuału, ale tym razem chcemy napisać o pięciu powodach, dla których warto było oglądać minioną edycję Rajdu Safari. Udało mi się po raz pierwszy w życiu obejrzeć bezpośrednio z bliska tę imprezę. Kilkoma wrażeniami dzielę się poniżej.
Pierwsze zwycięstwo Katsuty

Mały, sympatyczny, zwykle uśmiechnięty Japończyk jest bardzo lubiany przez niemal wszystkich w światku WRC. Startuje w serialu od wielu lat. Wielokrotnie był dosłownie o krok od wygranej, wielokrotnie stawał na podium, ale wciąż brakowało mu najcenniejszego trofeum. Gdy w wywiadzie dla Motowizji w dniu startu rajdu zapytałem go, czy to jest ten weekend, odpowiedział, że być może, że jak zawsze da z siebie wszystko…
Gdy po rajdzie spotkałem go na lotnisku w Nairobi, bo lecieliśmy do Frankfurtu tym samym lotem, miałem wyjątkową przyjemność pogratulować mu wygranej! To był jeden z tych niewielu wypadków, gdy dosłownie wszyscy szczerze cieszyli się z wygranej Katsuty, nawet ci, którzy z nim przegrali!
Czytaj także: KIQ sponsorem tytularnym Rajdowych Samochodowych Mistrzostw Polski
Safari to Safari

Rajd absolutnie wyjątkowy, unikalny i jedyny w swoim rodzaju. W kalendarzu WRC nie ma rajdów łatwych. Każdy jest trudny, każdy na swój sposób. Ale Safari to zupełnie inna liga trudności. Widzimy to co roku i widzieliśmy to także w minionej edycji. Zwykle dokłada się do tego także pogoda.
Kedong

Kto spośród kibiców rajdowych nie zna potężnej hopy pod dwoma samotnymi akacjami pośrodku sawanny? To miejsce niemal tak kultowe, jak przełęcz Col de Turini w Monte Carlo, żółty domek na fińskiej Ouninpohji czy Colin’s Crest w dawnym Rajdzie Szwecji. Nie było wyboru. Trzeba było się tam wybrać, pomimo fatalnego dojazdu – pokonanie 12 kilometrów zabrało nam blisko godzinę! Atmosfera w piątkowe przedpołudnie była niezwykła, absolutnie wyjątkowa. Wiele tysięcy kibiców, flagi, śpiewy – warto było tam się znaleźć!
Czytaj także: Rajd Walii 2019 – Gdy WRC ostatni raz odwiedziło Wielką Brytanię
Kenijczycy

Są niezwykle gościnni. Odnoszą się do przyjezdnych z wyjątkowym zainteresowaniem i życzliwością. W ciągu paru dni wielokrotnie tego doświadczyliśmy, nie tylko podczas rajdu. Sobotnie popołudnie, supermarket w Nakuru. Po sklepie kręcą się uczniowie miejscowej szkoły, wszyscy w mundurkach.
Przechodzę pomiędzy regałami. Nagle jedna z dziewczyn mówi do mnie uśmiechając się „Hello”. Odpowiadam „hello” i patrzę na nią pytająco. Na co ona: Just to say hello! Ah ok, nice to meet you! Odpowiadam. Nie sądziłem, że zwykłe „hello” usłyszane od nieznajomej dziewczyny gdzieś na końcu świata może sprawić tyle radości! Pytam o coś funkcyjnego w parku serwisowym, odpowiada mi, po czym pyta skąd jestem. Odpowiadam, że z Polski. Wyjmuje z kieszeni bransoletkę z koralików w barwach flagi kenijskiej i mówi: Mam dla ciebie prezent, albo dla twojej żony, abyś zawsze pamiętał, jak gościnni są ludzie w Kenii. To tylko kilka przykładów.
Rajdówki wśród afrykańskiej przyrody
A zwłaszcza wśród dzikiej zwierzyny i typowo afrykańskiej roślinności na sawannie to tylko jeden z powodów, które czynią Safari rajdem tak wyjątkowym. Jezioro Elmenteita z tysiącami flamingów czy górą Sleeping Warrior w tle to znakomite dopełnienie rywalizacji na trasach odcinków specjalnych. To obrazki, które można oglądać w Motowizji dziesiątki razy i nie ma szans, aby się znudziły!
Jedno jest pewne – nie ma drugiego takiego rajdu na świecie, jak Safari!
Grzegorz Gac